czwartek, 21 września 2017

Mary Simses, „Apetyt na życie”,



MARY SIMSES, „APETYT NA ŻYCIE”, PRZEŁOŻYŁA HANNA PASIERSKA, WARSZAWA 2016

Główna bohaterka to Ellen Branford, mieszkająca na Manhattanie prawniczka. Już na samym początku książki wpada w tarapaty. Staje się wielką atrakcją małego miasteczka Beacon. Wyruszyła na wieś z misją dostarczenia pewnego listu. Ellen zrobiła to na prośbę swojej ukochanej babci, która dopiero na łoży śmierci wyjawiła swój sekret.

Ellen nie ma łatwego zadania, ponieważ nie może skontaktować się z adresatem listu i jej pobyt nieoczekiwanie się przedłuża. Wynika z tego wiele zabawnych sytuacji, ale nie tylko. Wnuczka dowiaduje się, że babcia była malarką! Ta nieoczekiwana wiadomość i odkrycie kolejnych obrazów sprawiają, że Ellen wciela się w rolę rodzinnego detektywa.

W międzyczasie, odkrywając kolejne karty dotyczące młodości babci, Ellen odkrywa prawdę o sobie samej. Chwile spędzone na kontakcie z przyrodą sprawiają, że młoda kobieta naprawdę wsłuchuje się w swoje potrzeby, które były zagłuszone przez intensywny tryb życia w mieście. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów są trochę jednowymiarowi, co jest nieco irytujące. Nie przechodzą żadnej przemiany, ich zachowania są przewidywalne. Bohaterom męskim nieco brakuje wyrazistości. Akcja toczy się dosyć wartko, natomiast w pewnym momencie łatwo domyślić się jakie będzie zakończenie.

Podsumowanie:

Książka jest napisana w przewidywalny sposób, nie wymaga wysiłku intelektualnego, ale jest miłą lekturą na wieczór. Główna bohaterka jest sympatyczna, choć może za często wplątuje się w kłopoty. Poza tym mamy tu wątek dotyczący podejmowania ważnych, życiowych decyzji. Autorka w swojej powieści pokazuje, że czasem warto podążyć za głosem serca, a nie rozumu. Ta książka może być wzruszająca, ale raczej dla typowych romantyczek/ romantyków. Pozostali Czytelnicy mogą być nieco znużeni cukierkową fabułą.



niedziela, 17 września 2017

Hector Garcia, Francesc Miralles, „Ikigai Japoński sekret długiego i szczęśliwego życia”

Źródło grafiki


HECTOR GARCIA, FRANCESC MIRALLES, „IKIGAI JAPOŃSKI SEKRET DŁUGIEGO I SZCZĘŚLIWEGO ŻYCIA”, WARSZAWA 2017

Jakie działania podejmować, by długo żyć? W największym skrócie unikać przewlekłego silnego stresu, nie przejmować się niepowodzeniami, dbać o różnorodność i spędzanie czasu aktywnie.

Mała cieniutka książeczka, która jest powtórzeniem rad zawartych artykułach na temat zdrowego stylu życia. Autorzy rzekomo przeprowadzili sto wywiadów z mieszkańcami Ogimi, położonej na wyspie Okinawie, miejsca, gdzie znajduje się jedna z niebieskich stref (czyli miejsc na ziemi, gdzie ludzie żyją najdłużej). Przemyślenia z tych wywiadów zawarli dosłownie na kilku stronach. Nie przemawia to do mnie zupełnie. Czytałam już książkę o podobnej tematyce, która była oparta na badaniach naukowych. Nie czytało się jej tak szybko, ale też zawierała dużo więcej interesujących wniosków.

Idea ciekawa, ale wykonanie słabe. Jest w tej książce poruszonych tyle kwestii, że niestety wszystkie się rozmywają, bo każda jest zaledwie zaakcentowana.

Dla mnie jest to pseudo książka napisana jedynie w celu komercyjnym. Zawiera mnóstwo ogólnych porad, które w dodatku w większości dotyczą ludzi na emeryturze, a nie przeciętnego Polaka w wieku produkcyjnym.

Oczywiście, gdybym się uparła, znalazłabym kilka lekcji dla siebie. Jedna z nich to podtrzymywanie bliskich relacji z ludźmi i wzajemna pomoc. Stosuję tę zasadę nie dlatego, że przeczytałam książkę „Ikigai”, tylko dlatego, że wyniosłam to z domu. Nie jest więc to mądrość zastrzeżona jedynie dla Japończyków z Okinawy. Podobnie kwestia ruszania się na świeżym powietrzu, nieprzejadania się czy prowadzenia ogródka.

Najbardziej spodobało mi się zachęcanie do powolnego życia i unikanie robienia kilku rzeczy naraz. Jest to najbardziej sensowna porada z całej książki.


Ta książka nie wnosi zbyt wiele, chyba że ktoś jest całkowicie „zielony” w tematyce zdrowego życia. Dla innych niestety może się okazać stratą czasu. 


niedziela, 27 sierpnia 2017

Martyna Wojciechowska, „Automaniaczka. Od Rometa do Rajdu Dakar”,


MARTYNA WOJCIECHOWSKA, „AUTOMANIACZKA. OD ROMETA DO RAJDU DAKAR”, WARSZAWA 2011

Nie pasjonuję się motoryzacją, ale ta książka naprawdę mnie zaciekawiła! Martyna w niezwykły sposób opisuje swoje młodzieńcze wybryki, chęć dorównania kolegom na motorach, upór w dążeniu do celu.

Opowiada o swoim dzieciństwie, przesiadywaniu z tatą, który przybliżał jej tajniki motoryzacji.  Najbardziej jednak podoba mi się zapis emocji towarzyszących pokonywaniu trasy Rajdu Dakar. Niesamowite! Przez co nasza polska dwuosobowa załoga musiała przejść! Martyna kilkanaście dni rajdu opisuje w dużym skrócie, ale stara się przybliżyć najciekawsze sytuacje, emocje, skrajne zmęczenie, spartańskie warunki, walkę do końca.

Trasę rajdu pokonała z doświadczonym kolegą Jarkiem Kazberukiem. Edycja, w której brali udział należała do jednej z najtrudniejszych, rajd ukończyło zaledwie 30% załóg, które wyruszyły.

I dokonali tego bez całego profesjonalnego zaplecza, które towarzyszy zawodnikom najwyższej klasy. Zawodnicy z czołówki mają zupełnie inne warunki – wożą ze sobą namiot tlenowy, mają praktycznie nieograniczony dostęp do części zapasowych (np. opon, które ciągle ulegają uszkodzeniu). Ponadto ich samochody są modyfikowane w zupełnie inny sposób. Ale dla Martyny to nie była przeszkoda! W pewnym momencie zrozumiała, że nie jest tam po to, aby zająć pierwsze miejsce, ale żeby rajd w ogóle ukończyć. Przemierzanie pustyni okazało się walką z samym sobą i ze słabościami. Trzeba było podejmować trudne decyzje, a czasem odpuścić bitwę, po to, by wygrać wojnę.

Naprawdę jestem pełna podziwu, bo choć udział polskiej ekipy wcale nie był oczywisty, to Martyna wraz z pilotem dokonała rzeczy prawie niemożliwej – biorąc udział pierwszy raz – zdołała ukończyć trasę.

Podsumowanie:

Ta książka pachnie wielką przygodą i nawet nie spodziewałam się, że będzie tak interesująca!

Jeśli nie jesteś fanem motoryzacji – nic nie szkodzi. Ta opowieść i tak może Cię zainteresować. Jest to opowieść o determinacji w dążeniu do celu, o tym, że jak wiesz czego, chcesz to wszechświat Ci sprzyja. Martyna udowadnia, że zawsze znajdą się dobrzy ludzie, którzy pomogą Ci w realizacji nawet najbardziej szalonych planów.

Martyna pokazuje też, że nie dała się zdominować w męskim świecie motoryzacji. Pokazała klasę i przygotowanie merytoryczne nie tylko podczas pracy nad programami telewizyjnymi, czy podczas udziału w wyścigach i rajdach. Najbardziej jednak podoba mi się to, że wcale nie ukrywa, że czasem bywało ciężko. Czytając mamy wrażenie, że rozmawiamy z najlepszą kumpelką ;)

Polecam J



czwartek, 24 sierpnia 2017

Wyjazd do Warszawy


Drodzy Czytelnicy J

W lipcu byłam w Warszawie, ale dopiero teraz dzielę się z Wami zdjęciami z tego wyjazdu. Byłam króciutko – tylko dwa dni, ale udało mi się zobaczyć Łazienki Królewskie. Przeszłyśmy z siostrą również cały Most Poniatowskiego – jest naprawdę długi. Za to widoki – świetne !


Bardzo Wam również polecam pójść do Parku Skaryszewskiego jest piękny. Niestety nie mam stamtąd zdjęć, bo było już za ciemno J




niedziela, 20 sierpnia 2017

Fumio Sasaki, „Pożegnanie z nadmiarem: minimalizm japoński”,

Źródło grafiki

FUMIO SASAKI, „POŻEGNANIE Z NADMIAREM: MINIMALIZM JAPOŃSKI”, WARSZAWA 2015

Chcemy mieć więcej, więc poświęcamy więcej czasu i energii na zajmowanie się tym, co posiadamy. Czy takie postępowanie może dać nam szczęście, którego pragniemy?

Ta książka zawiera luźne rozważania na temat minimalizmu. Kto jest minimalistą według Autora? To osoba która wie co jest niezbędne a co trzyma tylko dla pozoru i eliminuje tę drugą grupę przedmiotów. To osoba która świadomie rezygnuje.

„Nagromadzenie drobnych sukcesów to jedyny sposób na osiągniecie czegoś niewiarygodnego”


Bardzo podoba mi się porównanie przez Autora sklepów do naszych magazynów. W przypadku większości rzeczy, nie musimy składować tego w domu i zajmować naszej powierzchni mieszkalnej. Myślmy o sklepach jak o magazynach, z których w niemal dowolnym momencie możemy mieć to co jest nam potrzebne.

Mam wrażenie, że Polacy jako naród lubią być zapobiegliwi. Trzymają różne rzeczy „na wszelki wypadek”. Co więcej – często sama się na tym łapię. Czy to jednak jest takie dobre? Na to pytanie odpowiada właśnie ta książka. Najlepsze jest w niej to, że Autor nikogo nie ocenia, nie narzuca limitów itp. Po prostu dzieli się swoimi wskazówkami, praktykami, przyzwyczajeniami i swoim spojrzeniem na świat. Ale jeśli ktoś chce mieć więcej – proszę bardzo. Są potrzebni różni ludzie, a różnorodność jest piękna. To, co jest dobre dla jednego, niekoniecznie jest dobre dla innego.

Autor podkreśla również znaczenie wdzięczności – za to, co mamy i to, czego doświadczamy. Najlepiej wyćwiczyć w sobie takie poczucie, że mamy już wszystko, co jest potrzebne do życia. Uczucie wdzięczności zapobiega błędnemu kołu chęci posiadania coraz więcej, lepiej itp. Nie oznacza to, że mamy się zadowolić byle czym. Zupełnie nie o to chodzi. Ale refleksja nad tym jak dużo przypadło nam w życiu pozwala cieszyć się tym co jest „tu i teraz”. 

Uczucie zadowolenia z kupna nowej rzeczy jest krótkotrwałe. Im dłużej ją mamy tym bardziej zaczyna nas nudzić, staje się kolejnym elementem codzienności, czymś zwykłym. Aż w końcu zupełnie traci blask, i mimo że fizycznie jest jeszcze zdatna do użytkowania, my chcemy ją zastąpić czymś ładniejszym, nowszym itp. Oczywiście uważam, że raz na czas nie ma w tym nic złego, gorzej jeśli staje się to regułą, a my brniemy w długi albo głupie zobowiązania, bo uwiera nas przekonanie, że musimy mieć to, to i tamto nowe, inaczej świat się zawali…

Komu może spodobać się ta książka?

Jeśli jeszcze nie czytaliście niczego o minimalizmie, polecałabym najpierw zajrzeć do innej książki np. Anny Mularczyk – Meyer. Minimalizm japoński może być dla Polaka dosyć szokujący, przez co można zniechęcić się do samej idei porządkowania swojego otoczenia.

Natomiast dla Czytelników, którzy zetknęli się już z minimalizmem jako pomysłem na życie, ta książka może okazać się inspiracją.

Podsumowanie:

Na końcu książki znajdziecie również 55 porad, które pomogą w uproszczeniu życia i wyrzuceniu rupieci. „Pożegnanie z nadmiarem” jest niejako powtórzeniem tego, co już napisano na temat minimalizmu. Jednak znalazłam w niej również osobiste przemyślenia Autora i całkiem interesujące wskazówki jak można inaczej spojrzeć na swoje życie i na stan posiadania.

Przeszkadzało mi w czytaniu to, że w kilku rozdziałach pojawiały się te same myśli, wyrażone właściwie w ten sam sposób – trochę jakby na siłę Autor podkreślał pewne rzeczy albo po prostu nie do końca miał pomysł na spójny kształt swojej opowieści.