piątek, 15 grudnia 2017

Szymon Hołownia, „Instrukcja obsługi solniczki”,


SZYMON HOŁOWNIA, INSTRUKCJA OBSŁUGI SOLNICZKI”, KRAKÓW 2017

Kochani J

Ostatnie dni miałam wypełnione pracą, a w wolnych chwilach zajmowałam się organizacją świąt. Kupowałam ostatnie upominki (większość prezentów kupiłam już w listopadzie, aby uniknąć tłumów w sklepach). W pierwszej połowie listopada przygotowałam również ciasto na pierniki staropolskie (potrzebuje kilku tygodni leżakowania w chłodnym miejscu – u mnie jest to lodówka.
Piekłam również ciasteczka owsiane z przepisu Agnieszki Maciąg i ciasto marchewkowe. Wszystko jest przepyszne :)

Zostało mi jeszcze wypisanie życzeń (znaczki już mam kupiłam je wcześniej) i wysyłka kart pocztowych.

Siłą rzeczy zostało już mało czasu na czytanie książek. Jednak w ramach przygotowań duchowych przeczytałam zbiór felietonów Szymona Hołowni „Instrukcja obsługi solniczki”. Intrygujący tytuł oferuje nam sporo – oprócz intelektualnej gimnastyki – gimnastykę naszej duszy. Szymon Hołownia ma bardzo lekkie pióro, jego uwagi są zawsze trafione, a puenty zabawne lub poruszające. Nie jest nadmiernie moralizatorski, ale w swoich tekstach zachęca do rozszerzania dobra wokół siebie. Hołownia porusza również trudne tematy, ale robi to w taki sposób, że człowiek zaczyna weryfikować poglądy zasłyszane tu i ówdzie i próbuje dążyć do wypracowania własnego stanowiska.

Podsumowanie:

Serdecznie polecam Wam tę książkę. Osoby, które są niewierzące lub niepraktykujące również znajdą tu mnóstwo informacji dla siebie, nawiązań do współczesnych wydarzeń i tematów, które poruszają opinię publiczną. Warto się zapoznać J


niedziela, 10 grudnia 2017

Aaron T. Beck, „Miłość nie wystarczy"

Źródło grafiki

AARON T. BECK, „MIŁOŚĆ NIE WYSTARCZY. JAK ROZWIĄZYWAĆ NIEPOROZUMIENIA I KONFLIKTY MAŁŻEŃSKIE”, POZNAŃ 1996

Książkę pożyczyła mi koleżanka, która przerabiała ten materiał na zajęciach. Jestem jej ogromnie wdzięczna za podsunięcie tej rozwijającej lektury. Uważam, że każda para, która dba o swój związek powinna się zapoznać z tą książką. Oczywiście jestem realistką – nie każdy lubi czytać, nie każdy chce przeznaczać na to czas. Jednakże nawet jeśli Wasz partner/ partnerka sceptycznie podchodzi do tematu – przeczytajcie chociaż Wy J

O czym jest ta książka?

Komunikacja  w związku jest elementem często pomijanym, a to prowadzi do konfliktów. Ludzie różnią się między sobą i nieuchronnie pojawiają się sytuacje konfliktowe. Dr Aaron Beck, profesor psychiatrii w swoim podręczniku daje nam coś w rodzaju recepty na problemy. Podsuwa techniki i narzędzia, których możemy użyć, aby lepiej się komunikować. Książka zawiera mnóstwo zapisów z rozmów przeprowadzanych z konkretnymi parami. Każda z nich ma inne problemy w związku. Po kolei Autor analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze małżeńskie dialogi i różne sytuacje sporne.

Co jest istotne w tej książce?

Autor podkreśla niemal w każdym rozdziale, że przeważnie partner, który nas rani nie robi tego świadomie i z premedytacją. Częściej wynika to właśnie z zakłóceń w porozumiewaniu się. Oczywiście sama świadomość niewiele nam pomoże w rozwiązywaniu sporów, ale sprawia, że inaczej zaczynamy patrzeć na powstałą sytuację.

Dodatkowo warto sobie uświadomić, że czasami przeszkodą są nasze własne projekcje (negatywne myślenie, próba czytania w myślach partnera, domysły, nieuzasadnione obawy). Wszystkie te mechanizmy powodują, że nie staramy się rozwiązać problemu/ konfliktu a jedynie skupiamy się na sobie i na obronie swoich racji, zupełnie pomijając zdanie partnera/ partnerki. Poprzez błędne odczytywanie sygnałów oraz inne zachowania możemy naprawdę stworzyć sobie mnóstwo problemów. Rozczarowanie i zderzenie różnych punktów widzenia są nieuchronne w dłuższym związku. Jednakże można sobie z tym radzić i jeśli zaczniemy działać od początku, terapeuta niekoniecznie będzie potrzebny.

Co jest potrzebne w budowaniu dobrej komunikacji? Przede wszystkim atmosfera budowy zaufania oraz uświadomienie sobie o co TAK NAPRAWDĘ nam chodzi. Czasami pod złością ukrywamy jakieś głębsze zranienia albo zupełnie inne sprawy (np. czujemy się odrzuceni itp. itd.)

Podsumowanie:

Książkę naprawdę gorąco polecam nie tylko osobom będącym w związku. Przydatna może się okazać również dla mediatorów, psychologów, terapeutów itp.


czwartek, 7 grudnia 2017

Natalia Knopek, „Miej umiar. 52 kroki do życia po swojemu”



NATALIA KNOPEK, „MIEJ UMIAR. 52 KROKI DO ŻYCIA PO SWOJEMU”, BIELSKO-BIAŁA 2017

Kim jest Autorka?

Natalia Knopek prowadzi bloga simplife.pl. Jak sama o sobie mówi jest nauczycielką jogi i blogerką. Kilka lat mieszkała za granicą, m.in. w Danii. Tam założyła bloga. Obecnie mieszka w Polsce.

O czym jest ta książka?

W swojej książce Pani Natalia przedstawia 52 kroki, które możemy rozłożyć sobie na 52 tygodnie, czyli cały rok i po kolei realizować program zmiany. Wydaje Ci się, że rok to za dużo, a jedna zmiana na tydzień właściwie będzie niezauważalna? Nic bardziej mylnego. Każdy nowy nawyk tworzy bazę dla kolejnego. Jeśli zaczniesz zdrowo się odżywiać, łatwiej będzie Ci zacząć ćwiczyć. Jeśli zrezygnujesz z telewizji, będziesz miał/a więcej czasu na hobby. Jeśli wylogujesz się na weekend z kanałów społecznościowych, będziesz mieć więcej czasu dla rodziny albo na własne przemyślenia. Jeśli pozbędziesz się starych zalegających w domu rupieci, podświadomie zyskasz spokój.

Jednakże nie chodzi o to, żeby każdy wyrzucił stare gazety, nienoszone ubrania albo zaczął natychmiast ćwiczyć 5 razy w tygodniu. Lektura tej książki ma dostarczyć Czytelnikowi zupełnie czegoś innego.

Po pierwsze chodzi o dążenie do zmiany, szczególnie w obszarach, które nie są dla nas zadowalające.

Po drugie sprawdza się tu metoda małych kroków, lub inaczej kaizen. Jedno małe działanie faktycznie niewiele zmieni, ale kluczem do wszystkiego jest systematyczność. Jeśli będziesz ćwiczyć 10 minut dziennie, to w ciągu miesiąca uzbiera się z tego sporo godzin, a Ty nawet tego nie odczujesz. Jeśli zaoszczędzisz 10 zł dziennie, to po roku masz z tego całkiem sporą sumę. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Co najważniejsze – metoda małych kroków naprawdę działa. Będąc w gimnazjum miałam nauczyciela, który dał nam następujące zadanie: mieliśmy założyć zeszyt i codziennie (z datą) wpisywać 5 nowych słówek. Oczywiście słówka z poprzednich dni mieliśmy systematycznie utrwalać. Mniej więcej po 4 miesiącach mogłam oglądać filmy po angielsku i naprawdę dużo rozumiałam.

Pani Natalia w swojej książce zachęca mniej więcej do tego samego. Podejmować jedną małą zmianę na raz, a po tygodniu dokładać kolejną.
Po pewnym czasie zauważymy zmianę, która dokona się w nas.

Podsumowanie:


Książka jest napisana trochę inaczej niż się spodziewałam. Porusza też dosyć oczywistą tematykę. Momentami może to nieco drażnić. Jednakże mimo swojej prostoty zawiera cenne uwagi. Najbardziej podobały mi się ostatnie rozdziały. Co prawda przeczytałam książkę dosyć szybko, jednakże z pewnością do niektórych kwestii wrócę ponownie. 

niedziela, 3 grudnia 2017

Julita Bator, „Młodziej, piękniej, zdrowiej”, Kraków 2017



JULITA BATOR, „MŁODZIEJ, PIĘKNIEJ, ZDROWIEJ”, KRAKÓW 2017

Jest to kolejna książka Pani Julity Bator, która dzieli się z Czytelnikami swoimi doświadczeniami, tym razem w kwestiach urodowych.

Książka podzielona jest na trzy części. Część pierwsza porusza podstawowe zagadnienia, które mają wpływ na starzenie – ekspozycję na promienie słoneczne, uzupełnianie minerałów i witamin w naszej diecie, spożywanie kolagenu (w odpowiedniej postaci), dbanie o florę bakteryjną przewodu pokarmowego.

W drugiej części książki Autorka proponuje wdrożenie planu odnowy – zaleca między innymi unikanie cukru rafinowanego i mleka w postaci UHT (jest pozbawione wartości odżywczych). Opowiada o tym jak można przeprowadzić detoksykację organizmu – może to być post warzywny, kąpiele w różnych ziołach (jeśli nie macie wanny – kąpiele można zastąpić moczeniem stóp w wywarach ziołowych lub w wodzie z solą kamienną). Autorka zwraca też uwagę jakie produkty warto kupować z ekologicznych upraw (są to np. warzywa i owoce z tzw. „brudnej piętnastki” (np. truskawki).

W części trzeciej Autorka skupia się na podstawowych kosmetykach i truciznach jakie mogą w sobie zawierać. Podpowiada na co zwrócić uwagę kupując kosmetyki oznaczone jako „eko” i „bio”. Regulacje prawne w Polsce nie są w tej kwestii zbyt rygorystyczne i trzeba uważać. W tym wypadku nie zawsze za wysoką ceną idzie wysoka jakość. Na końcu książki Autorka zamieszcza ściągawkę z przydatnymi źródłami, które pomogą nam poszerzyć wiedzę, jeśli któreś zagadnienie szczególnie nas zainteresowało.

Co myślę o tej książce?

Pani Julita Bator ma rodzinę, troje dzieci i mnóstwo zadań na głowie. Jest osobą, z którą może utożsamiać się wiele Polek. Brak czasu, wiele zadań, którym musimy podołać, obowiązki rodzinne, chęć znalezienia chwili dla siebie – to dotyczy niemal każdej kobiety.

Dlatego właśnie Autorka jest dla mnie przekonująca. Zamiast kupowania suplementów z kolagenem (które są bardzo drogie), Autorka zaleca gotowanie zup na kościach. Jak to robić i jakie kości wybierać, żeby było jak najzdrowiej – tego dowiecie się czytając książkę. Zamiast drogich zabiegów w salonach kosmetycznych – samodzielne działanie w domu – naturalne peelingi na bazie soli lub cukru i oleju kokosowego, ćwiczenia, ruch, masowanie twarzy. Oczywiście wymaga to wygospodarowania choć odrobiny czasu, ale uważam że warto.  Nawet jeśli zaczniemy od wdrażania jednej rzeczy dziennie – na przykład 15 minut ćwiczeń, masażu twarzy lub przygotowania zdrowego zielonego koktajlu, to i tak zrobimy więcej niż osoba, która nie wykona nawet tego.

Trudno się porównywać do gwiazd czy trenerek fitness, których całe życie jest podporządkowane m. in. dobremu wyglądowi. Nie chcę uogólniać, ale na tym zarabiają i to stanowi element ich pracy. Natomiast przeciętna Polka, która wraca po 8 albo więcej godzinach pracy, i ma wiele innych sprawunków do załatwienia, siłą rzeczy nie może wykonywać czterech treningów dziennie i układać włosów u fryzjera co drugi dzień. To oczywiście nie oznacza, że ma przez to wyglądać lub czuć się gorzej.

Autorka tej książki pokazuje jak metodą małych kroków zbliżyć się do naprawdę imponujących efektów, które przede wszystkim zapewnią nam lepsze zdrowie i samopoczucie. Kluczem jest tu systematyczność.

Podsumowanie:

Książka bardzo mi się podobała, zawiera nie tylko inspiracje, ale też konkretne metody, które można zastosować niemal od razu. Nie wymagają drogich składników, wyjazdów na drugi koniec Polski, urlopu, skomplikowanej aparatury. Co zatem jest potrzebne? Odrobina miłości dla siebie, żeby dostrzec potrzeby swojego organizmu i dobra organizacja. A także chęci, żeby być najlepszą wersją siebie J

Zawsze jeśli zastanawiasz się czy warto zdrowiej się odżywiać albo unikać w pielęgnacji takich lub innych składników – pomyśl, co się stanie jeśli nie zrobisz dla siebie nic - dziś, jutro i przez najbliższy rok? Czy będziesz zadowolona/ zadowolony? Czy nie wpłynie to negatywnie na Twoje ciało, a także relacje , m. in. z rodziną?

Zachęcam do przeczytania i ostrożnego praktykowania zawartych w książce rad. Sama Autorka podkreśla, że nie wszystko jest dobre dla każdego. W przypadku przewlekłych chorób oraz np. w ciąży trzeba uważnie i rozsądnie korzystać nawet z naturalnych metod pielęgnacji (należy uważać na niektóre zioła) i konsultować to z lekarzem.




sobota, 2 grudnia 2017

Podsumowanie miesiąca – listopad 2017

Szczecin, zdjęcie pochodzi z zeszłego roku :)

Listopad to zazwyczaj dosyć deszczowy i bury miesiąc, ale w tym roku minął mi całkiem przyjemnie.

Pogoda wcale nie była taka zła, choć w moje wolne dni, przeważnie padało. Deszczowy czas wykorzystałam na oglądanie filmów i granie w planszówki. Mamy w domu kilka gier, w które gramy na zmianę, w zależności od ilości wolnego czasu (Cywilizacja zajmuje kilka godzin, ale np. rozgrywka w Abyss zajmuje około 1 – 1,5 godziny). Naszym  nowym nabytkiem jest Troyes (kupiliśmy tę grę w wakacje podczas festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie). Gra okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest zajmująca, rozgrywka nie trwa zbyt długo, dobrze gra się zarówno we dwójkę, jak i w więcej osób. Jest solidnie wykonana i rozwija strategiczne myślenie.

Jeśli chodzi o filmy to najbardziej podobał mi się „Thor. Ragnarok” – co prawda trochę się spóźniliśmy i w kinie film był jedynie w wersji 2D, ale i tak byłam pod wrażeniem. Muzyka, efekty specjalne, montaż, aktorzy, wartka akcja – wszystko mi się podobało. Ta część chyba najbardziej przypadła mi do gustu.

Jeśli chodzi o to, co na blogu – napisałam recenzje kilku książek. Dodatkowo w tym miesiącu zostałam obdarowana pięknymi prezentami – książki, książki i jeszcze raz książki. To jest coś, co wzbudza mój zachwyt.

Podarkami pochwaliłam się nawet w osobnym poście.

Recenzje z listopada: