czwartek, 19 października 2017

Patrick de Rynck, „Jak czytać malarstwo”,


PATRICK DE RYNCK, „JAK CZYTAĆ MALARSTWO”, PRZEKŁAD PIOTR NOWAKOWSKI, KRAKÓW 2006

Swoją przygodę z dziełami wielkich mistrzów malarstwa rozpoczęłam kilka lat temu podczas pobytu w Holandii. Przyjaciele i zarazem mentorowie zabrali mnie i siostrę do wspaniałego muzeum w Hadze. Przez około 3 godziny chłonęłam wiedzę o obrazach nie tylko holenderskich malarzy. Podziwiałam wspaniałe dzieła – niektóre były tak cenne, że dodatkowo były zabezpieczone szkłem. Trudno opisać wszystkie emocje, kiedy patrzy się na dorobek artystyczny wielu pokoleń. W muzealnych pomieszczeniach próbowałam sobie wyobrazić jakie było życie malarzy oraz bohaterów ich dzieł.

Później z chęcią oglądałam inne wystawy, także zbiory w Zamku Królewskim w Warszawie (moja ostatnia wycieczka). Mam ogromny szacunek do malarstwa. Uważam, że jeśli odpowiednio do tego podejdziemy, to nawet nie posiadając odpowiedniego wykształcenia, możemy wiele dla siebie wynieść z takiej wizyty w muzeum.

Natomiast ta książka może pomóc wszystkim laikom, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o najbardziej znanych obrazach, symbolice kolorów, niektórych przedmiotów. Na przykład nie wiedziałam, że złota poświata na obrazach o tematyce religijnej symbolizuje Bożą władzę.

W przedmowie możemy dowiedzieć się, że celem książki jest przekazanie Czytelnikowi w sposób jasny i zrozumiały, co dawni mistrzowie chcieli nam pokazać przez swoje obrazy. Książka zawiera omówienie naprawdę wielu obrazów m. in. dzieł Leonarda da Vinci, Botticellego, Vermeera i innych. 

Wadą tej książki są naprawdę bardzo małe reprodukcje większości obrazów, przez co trudno jest czasem dostrzec opisywane detale. Reprodukcje są czasami mało wyraźne, co również jest utrudnieniem.

Najbardziej spodobały mi się omówienia obrazów:

Leonardo da Vinci, Mona Liza, (La Gioconda);
Sandro Botticelli, Primavera (wprowadzenie w świat mitologii antycznej);
Hans Holbein, Ambasadorowie;
Nicolaes Maes, Drzemiąca Staruszka;
Willem van Haecht, Aleksander Wielki odwiedza pracownię Apellesa;
Johannes Vermeer, Mleczarka (Bardzo żałuję, że w tym zestawieniu nie ma „Dziewczyny z perłą”. Jest to jeden z moich ulubionych obrazów).

Zdjęcie pochodzi z książki Patrick de Rynck, „Jak czytać malarstwo”

Ta książka może być dla Was wstępem do wielkiej przygody z malarstwem. Serdecznie Wam polecam J

Dodatkowo polecam Wam portal http://niezlasztuka.net . Być może znajdziecie na nim interesujące Was ciekawostki.

Johannes Vermeer, Dziewczyna z perłą
Pocztówka jest reprodukcją kupioną w Hadze

Adriaan Coorte, Martwa natura z poziomkami,
Pocztówka z reprodukcją kupiona w Hadze

Willem van Haecht, Aleksander Wielki odwiedza pracownię Apellesa,
Pocztówka z reprodukcją kupiona w Hadze


wtorek, 17 października 2017

Jean Shinoda Bolen, „Boginie w każdej kobiecie”,


JEAN SHINODA BOLEN, „BOGINIE W KAŻDEJ KOBIECIE”, TŁUMACZYŁA MAGDALENA JUNKIELES, WARSZAWA 2006

Kim jest Autorka?

Jak dowiadujemy się z okładki Jean Shinoda Bolen jest profesorem psychiatrii. Mieszka w USA i wykłada na University of California w San Francisko. Jej staż pracy jest imponujący, wynosi prawie 40 lat. Prowadzi wykłady i warsztaty, jest też autorką kilku książek.

O czym jest ta książka?

Ta książka przypomina mi nieco mapę po kobiecej psychice. Autorka opisuje archetypy kobiecości, nawiązując do mitologii greckiej. Dzieli boginie na trzy specyficzne grupy – dziewicze boginie, bezbronne boginie i alchemiczne boginie.

W pierwszej grupie omówione są boginie słynące z niezależności – Artemida, Atena i Hestia. Kobiety, które najbardziej utożsamiają się z tymi wizerunkami, dążą do niezależności, wiedzy, mądrości. Każda w nieco innym zakresie i w inny sposób zdobywa to na czym jej zależy, ale łączy je pewnego rodzaju nieustępliwość. Bezbronne boginie, czyli Hera, Demeter i Persefona symbolizują natomiast tradycyjne role kobiece. Kobiety o tych archetypach, bardziej niż inne, mają potrzebę budowania bliskich związków z innymi ludźmi, są bardziej skłonne do poświęceń. Przez te cechy charakteru są narażone na cierpienia.

Trzecia grupa jest poświęcona Afrodycie, która łączy w sobie cechy wszystkich wyżej wymienionych bogiń. Jest to dosyć imponująca mieszanka, a kobiety, które wyrażają odnajdują się głównie w tym archetypie mają zdolność do przyciągania ludzi.

Dlaczego warto przeczytać tę książkę ?

Autorka zebrała w jednym miejscu swoje obserwacje, rozmowy z pacjentkami i całą swoją wiedzę na temat współczesnych kobiet. Ta książka może się okazać doskonałym przewodnikiem po zakamarkach osobowości. Z pewnością pomoże odkryć własną kobiecość, dotrzeć do niektórych tłumionych cech. Autorka w niektórych miejscach nieco się powtarza, ale jednocześnie daje wskazówki jak odkryć w sobie daną boginię, jeśli uważamy, że jest dany archetyp jest w nas za słabo rozwinięty.

Podsumowanie:

Uważam, że ta książka to lektura obowiązkowa dla każdej kobiety, która chce lepiej poznać siebie, bardziej się spełniać w swoim życiu.

Poza tym po przeczytaniu tej książki nareszcie rozumiem dlaczego kobiety tak bardzo różnią się między sobą wyborem priorytetów, zachowaniami, działaniem. Jakoś łatwiej mi zrozumieć postępowanie koleżanek, potrzebę niezależności osób z mojej rodziny, decyzje dotyczące małżeństwa i rodzicielstwa podejmowane przez kobiety w moim otoczeniu. Czytanie tej książki było dla mnie fascynującą przygodą i właściwie cały czas zastanawiałam się u kogo w codziennym życiu zaobserwowałam opisane w książce zachowania.


Na pewno sięgnę jeszcze po inną książkę tej Autorki - „Bogowie w każdym mężczyźnie”.

czwartek, 12 października 2017

Paulina Świst, „Prokurator”


PAULINA ŚWIST, „PROKURATOR”, WARSZAWA 2017

Nabyłam tę książkę przez przypadek. Po kilku stronach czytania miałam ochotę zrezygnować. Dialogi wydały mi się banalne i prostackie. Jednakże po kilkunastu stronach naprawdę się wciągnęłam! Co prawda dawno nie czytałam kryminałów, ogólnie niezbyt przepadam za tym gatunkiem, ale wydaje mi się, że książka Pauliny Świst może być doskonałą rozrywką po męczącym dniu. Właściwie trudno zaliczyć tę pozycję tylko do jednego gatunku, ponieważ jest to jednocześnie trochę erotyk, trochę romans, trochę kryminał.

Nie brak tu pikantnych scen, są też wulgaryzmy, ale powieść mimo że jest dosyć przewidywalna, okazała się wciągająca.

Główną bohaterką jest adwokatka Kinga Błońska. Trzydziestolatka mieszkająca na stałe we Wrocławiu, musi na jakiś czas przenieść się do Gliwic w sprawach służbowych. Jej życie zawodowe mocno się komplikuje, kiedy musi bronić na sali sądowej swojego psychopatycznego przyrodniego brata. „Szary” – przywódca znanej na całym Śląsku grupy przestępczej, należy do naprawdę przerażających ludzi. Kinga musi użyć całej swojej inteligencji, sprytu, wiedzy i znajomości, żeby nie zaprzepaścić swojej kariery.

Książka zaczyna się od mocno przerysowanej, ale dość typowej sceny. Atrakcyjna kobieta (Kinga) na dyskotece poznaje atrakcyjnego mężczyznę (Łukasza). Wychodzą razem i spędzają wspólną noc, która jednak nie kończy się happy endem. To, co miało być jednorazowym wybrykiem, okazuje się mieć zaskakującą kontynuację. Wbrew oczekiwaniom Kingi okazuje się, że Gliwice to mało miasto. Mimo niechęci natyka się po raz kolejny na Łukasza Zimnickiego.

Jak dalej potoczą się losy tej dwójki? A także innych osób zamieszanych w sprawę „Szarego”?

Choć akcja momentami jest dość przewidywalna, to mimo wszystko książka trzyma w napięciu niemal do ostatniej strony. Nie żałuję, że po nią sięgnęłam, choć momentami Autorka wplata sceny rodem z Harlequina. Jeśli natomiast szukacie ambitniejszego kryminału, poczujecie się rozczarowani. Ta książka jest dosyć prosta w odbiorze.

Co ciekawe natrafiłam na wzmiankę, że być może Autorem książki jest tak naprawdę Remigiusz Mróz – gwiazda polskiego kryminału. Z jednej strony może być to prawdą, ponieważ sposób ukazania głównej bohaterki może wskazywać, że została wykreowana przez męską wyobraźnię. Z drugiej strony jest to mimo wszystko dość banalna książka, nie mniej dobrze wypromowana. Jak na rzekomy debiut odniosła zaskakujący sukces…



piątek, 6 października 2017

Podsumowanie miesiąca – wrzesień


Kochani Czytelnicy!

Takiej ciszy na blogu nie było od dawna. Wrzesień był dla mnie miesiącem oddechu od różnych spraw, byłam na urlopie i troszkę zwiedzałam. Zdradzę Wam, że wkrótce pojawi się fotoreportaż z Holandii J Odwiedziłam ten piękny kraj już po raz kolejny i za każdym razem odkrywam coś nowego J Wolne dni minęły jednak bardzo szybko, a później pochłonęły mnie obowiązki zawodowe. Niemniej mam sporo materiału, który tylko czeka na obróbkę i publikację. Już nie mogę się doczekać, kiedy się z Wami podzielę najnowszymi recenzjami.

Niepostrzeżenie nadeszła jesień, a do końca roku zostały niecałe trzy miesiące! Też macie wrażenie, że to tak szybko zleciało? Pogoda ostatnio nas nie rozpieszcza, ale jesień to szczególnie dobry czas dla wszystkich Czytelników. Długie, deszczowe wieczory wprost zachęcają, by zatopić się w lekturze. A nie brakuje ciekawych książek, które są warte uwagi.

Dodatkowo we wrześniu minęły trzy lata odkąd istnieje blog Papierowy Przyjaciel. Z tej okazji chcę bardzo ciepło podziękować wszystkim Czytelnikom! Wasze komentarze, odwiedzanie mojej strony, czytanie wpisów i oglądanie zdjęć mojego autorstwa – to wszystko jest niesamowicie miłe J Wiem jak ciężko jest znaleźć czas na odwiedzenie ulubionych blogów. Tym bardziej dziękuję wszystkim osobom, które tu zaglądają J

Na blogu we wrześniu ukazały się następujące recenzje:


Kilka migawek z minionego miesiąca:




Tama Afsluitdijk

Morze Północne

Kilka linków, które mogą Was zaciekawić:

Jesień to dobry czas na próbowanie nowych przepisów – może zainteresuje Was zestawienie książek kucharskich przygotowane przez Niebałagankę.

Kolorowe liście są świetnym materiałem do zrobienia dekoracji. Jeśli nie macie pomysłu zajrzyjcie do zestawienia Kasi Ogórek.

Spokojny jesienny czas może sprzyjać pracy nad swoim rozwojem osobistym. Jeśli nie macie pomysłu jak zacząć, z pewnością zachęci Was artykuł Edyty Zając.


czwartek, 21 września 2017

Mary Simses, „Apetyt na życie”,



MARY SIMSES, „APETYT NA ŻYCIE”, PRZEŁOŻYŁA HANNA PASIERSKA, WARSZAWA 2016

Główna bohaterka to Ellen Branford, mieszkająca na Manhattanie prawniczka. Już na samym początku książki wpada w tarapaty. Staje się wielką atrakcją małego miasteczka Beacon. Wyruszyła na wieś z misją dostarczenia pewnego listu. Ellen zrobiła to na prośbę swojej ukochanej babci, która dopiero na łoży śmierci wyjawiła swój sekret.

Ellen nie ma łatwego zadania, ponieważ nie może skontaktować się z adresatem listu i jej pobyt nieoczekiwanie się przedłuża. Wynika z tego wiele zabawnych sytuacji, ale nie tylko. Wnuczka dowiaduje się, że babcia była malarką! Ta nieoczekiwana wiadomość i odkrycie kolejnych obrazów sprawiają, że Ellen wciela się w rolę rodzinnego detektywa.

W międzyczasie, odkrywając kolejne karty dotyczące młodości babci, Ellen odkrywa prawdę o sobie samej. Chwile spędzone na kontakcie z przyrodą sprawiają, że młoda kobieta naprawdę wsłuchuje się w swoje potrzeby, które były zagłuszone przez intensywny tryb życia w mieście. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów są trochę jednowymiarowi, co jest nieco irytujące. Nie przechodzą żadnej przemiany, ich zachowania są przewidywalne. Bohaterom męskim nieco brakuje wyrazistości. Akcja toczy się dosyć wartko, natomiast w pewnym momencie łatwo domyślić się jakie będzie zakończenie.

Podsumowanie:

Książka jest napisana w przewidywalny sposób, nie wymaga wysiłku intelektualnego, ale jest miłą lekturą na wieczór. Główna bohaterka jest sympatyczna, choć może za często wplątuje się w kłopoty. Poza tym mamy tu wątek dotyczący podejmowania ważnych, życiowych decyzji. Autorka w swojej powieści pokazuje, że czasem warto podążyć za głosem serca, a nie rozumu. Ta książka może być wzruszająca, ale raczej dla typowych romantyczek/ romantyków. Pozostali Czytelnicy mogą być nieco znużeni cukierkową fabułą.