czwartek, 9 lutego 2017

Julie Holland, „Dlaczego bywam humorzastą zołzą”

Źródło grafiki http://www.czarnaowca.pl/files/elibri/2109544820.jpg

JULIE HOLLAND, „DLACZEGO BYWAM HUMORZASTĄ ZOŁZĄ”, WARSZAWA 2016

O czym jest ta książka?

Kupiłam tę książkę kilka miesięcy temu i wkurzyłam się widząc, że jedną piątą stanowi słowniczek i przypisy. Została odłożona na półkę, nie wzbudzając mojego większego zainteresowania. Kilka dni temu postanowiłam dać jej kolejną szansę. Okazała się niesamowicie ciekawą lekturą dotyczącą kobiecego zdrowia i funkcjonowania organizmu.

Julie Holland to Amerykanka, lekarz psychiatra, która ma duże doświadczenie w zawodzie, a jej książka to sposób na dotarcie do większej ilości kobiet. Nie jest to książka medyczna, ale została starannie napisana i wzbogacona o bogatą ilość przypisów i aneks, a także słowniczek fachowych terminów.

Uważam że to książka, która daje kobiecie możliwość kompleksowego poznania układu hormonalnego (oczywiście na poziomie zrozumiałym dla laika), dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć swoje ciało. Jak zauważa Autorka emocjonalność kobiet stała się jakimś powszechnym problemem – a zupełnie niepotrzebnie. Jest to oznaka zdrowia i prawidłowego funkcjonowania organizmu, zagłuszana niestety coraz częściej przez leki, środki antykoncepcyjne i inne preparaty.

Kobiece hormony podlegają zmianom nie tylko w czasie miesięcznego cyklu, ale przez całe życie, co jest mądrze sterowane przez naturę. Niestety wskutek przewlekłego stresu, niewłaściwego odżywiania, substancji chemicznych zawartych w wodzie, powietrzu i pożywieniu ten misterny system łatwo się rozregulowuje. Jaki to ma wpływ na kobiety? Okazuje się, że większy niż sądzimy -zaburzenia płodności, choroby tarczycy, choroby autoimmunologiczne to tylko niektóre efekty kombinacji powyższych czynników.

Plusy książki:

Autorka w sposób jasny wyjaśnia jak możemy sobie pomóc, jak niektóre pożywienie oraz ruch fizyczny wpływa na zmiany chemiczne w mózgu i zwiększenie wydzielania poszczególnych hormonów.

Z pewnością kiedyś każda z nas uczyła się na biologii podstawowych informacji o estrogenie, progesteronie i testosteronie (który również jest istotnym hormonem regulującym funkcjonowanie kobiecego organizmu), ale ile z nas o tym pamięta?

Ile z kobiet, które czytają ten wpis pozwala sobie na gorsze dni w miesiącu, na wyhamowanie wynikające z naturalnego spadku energii związanego z wahaniami hormonów?

Ile z nas rozumie zawiłe zależności funkcjonowania naszego organizmu, które powinny nas wspierać w aktywnościach, a nie przeszkadzać?

Ile z nas zdaje sobie sprawę co tak naprawdę steruje naszymi emocjami i dlaczego jednego dnia możemy góry przenosić, a innego mamy okazję zawinąć się w kłębek na kanapie? Albo dlaczego jednego dnia wybaczymy swojemu partnerowi to, co w inny dzień doprowadzi nas do szewskiej pasji?


Minusy książki:
Książka jest ciekawie napisana i mimo swojej grubości (około 400 stron) mam poczucie, że niektóre tematy mogłyby być jeszcze odrobinę bardziej rozwinięte.

Sporo jest odniesień do amerykańskiego stylu życia i leków, które są tam używane m. in. do leczenia depresji. Ta część oczywiście jest dla mnie mniej interesująca i niektóre fragmenty pominęłam. Nie jest to jednak mocno uciążliwe.

Podsumowanie:

Chcę jednak podkreślić, że ogólnie książka ta wywarła na mnie dość duży wpływ, zrobiłam sobie kilka notatek i zamierzam wykorzystać część informacji  w swoim życiu. 

Jedną z najważniejszych informacji, które sobie przyswoiłam jest rzecz tak oczywista, że aż głupotą jest niestosowanie jej. O co chodzi? Remedium na wiele dolegliwości stanowi umiarkowana aktywność fizyczna, szczególnie ruch na świeżym powietrzu. 

Prawda oczywista i stara jak świat, a mimo wszystko mieszczuchom tak trudno ją stosować. Łatwiej jest posiedzieć w domu z kubkiem parującej herbaty, zagnieździć się na kanapie lub przed ekranem komputera. Szczególnie teraz zimą pogoda nie zachęca do spacerów. Jednakże nie mogę dłużej ignorować oczywistych zalet ruszenia się z domu. 

Odbyłam dziś prawie 1,5 godzinny spacer po Szczecinie. Smog jest na poziomie umiarkowanym, nie był aż tak odczuwalny, kałuże omijałam i uważałam na nieposypanych fragmentach chodnika. Wiecie co? Było super! Zastanawiam się czemu tak trudno znaleźć na to czas podczas tygodnia wypełnionego pracą i obowiązkami. Czemu zdrowie jest zawsze spychane na szary koniec?


2 komentarze:

  1. Super notka, Kasiu. Najbardziej irytujący jest fakt, że mężczyźni coraz częściej narzekają na "kobiece fochy", a to przecież naukowo udowodnione, że takie po prostu bywamy z natury ;) Super co do tego spaceru. Ja od niedzieli w Tatrach zamierzam nawdychać tyle świeżego powietrza ile się tylko da :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ! Trzymam kciuki za udane ferie. A w tej książce jest też kilka rad, jak sobie lepiej radzić z nastrojami,m.in. dzięki odpowiedniej diecie i przede wszystkim kiedy ostrzec domowników, że zbliża się spadek nastroju :)

      Usuń