Przejdź do głównej zawartości

Julie Holland, „Dlaczego bywam humorzastą zołzą”

Źródło grafiki http://www.czarnaowca.pl/files/elibri/2109544820.jpg

JULIE HOLLAND, „DLACZEGO BYWAM HUMORZASTĄ ZOŁZĄ”, WARSZAWA 2016

O czym jest ta książka?

Kupiłam tę książkę kilka miesięcy temu i wkurzyłam się widząc, że jedną piątą stanowi słowniczek i przypisy. Została odłożona na półkę, nie wzbudzając mojego większego zainteresowania. Kilka dni temu postanowiłam dać jej kolejną szansę. Okazała się niesamowicie ciekawą lekturą dotyczącą kobiecego zdrowia i funkcjonowania organizmu.

Julie Holland to Amerykanka, lekarz psychiatra, która ma duże doświadczenie w zawodzie, a jej książka to sposób na dotarcie do większej ilości kobiet. Nie jest to książka medyczna, ale została starannie napisana i wzbogacona o bogatą ilość przypisów i aneks, a także słowniczek fachowych terminów.

Uważam że to książka, która daje kobiecie możliwość kompleksowego poznania układu hormonalnego (oczywiście na poziomie zrozumiałym dla laika), dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć swoje ciało. Jak zauważa Autorka emocjonalność kobiet stała się jakimś powszechnym problemem – a zupełnie niepotrzebnie. Jest to oznaka zdrowia i prawidłowego funkcjonowania organizmu, zagłuszana niestety coraz częściej przez leki, środki antykoncepcyjne i inne preparaty.

Kobiece hormony podlegają zmianom nie tylko w czasie miesięcznego cyklu, ale przez całe życie, co jest mądrze sterowane przez naturę. Niestety wskutek przewlekłego stresu, niewłaściwego odżywiania, substancji chemicznych zawartych w wodzie, powietrzu i pożywieniu ten misterny system łatwo się rozregulowuje. Jaki to ma wpływ na kobiety? Okazuje się, że większy niż sądzimy -zaburzenia płodności, choroby tarczycy, choroby autoimmunologiczne to tylko niektóre efekty kombinacji powyższych czynników.

Plusy książki:

Autorka w sposób jasny wyjaśnia jak możemy sobie pomóc, jak niektóre pożywienie oraz ruch fizyczny wpływa na zmiany chemiczne w mózgu i zwiększenie wydzielania poszczególnych hormonów.

Z pewnością kiedyś każda z nas uczyła się na biologii podstawowych informacji o estrogenie, progesteronie i testosteronie (który również jest istotnym hormonem regulującym funkcjonowanie kobiecego organizmu), ale ile z nas o tym pamięta?

Ile z kobiet, które czytają ten wpis pozwala sobie na gorsze dni w miesiącu, na wyhamowanie wynikające z naturalnego spadku energii związanego z wahaniami hormonów?

Ile z nas rozumie zawiłe zależności funkcjonowania naszego organizmu, które powinny nas wspierać w aktywnościach, a nie przeszkadzać?

Ile z nas zdaje sobie sprawę co tak naprawdę steruje naszymi emocjami i dlaczego jednego dnia możemy góry przenosić, a innego mamy okazję zawinąć się w kłębek na kanapie? Albo dlaczego jednego dnia wybaczymy swojemu partnerowi to, co w inny dzień doprowadzi nas do szewskiej pasji?


Minusy książki:
Książka jest ciekawie napisana i mimo swojej grubości (około 400 stron) mam poczucie, że niektóre tematy mogłyby być jeszcze odrobinę bardziej rozwinięte.

Sporo jest odniesień do amerykańskiego stylu życia i leków, które są tam używane m. in. do leczenia depresji. Ta część oczywiście jest dla mnie mniej interesująca i niektóre fragmenty pominęłam. Nie jest to jednak mocno uciążliwe.

Podsumowanie:

Chcę jednak podkreślić, że ogólnie książka ta wywarła na mnie dość duży wpływ, zrobiłam sobie kilka notatek i zamierzam wykorzystać część informacji  w swoim życiu. 

Jedną z najważniejszych informacji, które sobie przyswoiłam jest rzecz tak oczywista, że aż głupotą jest niestosowanie jej. O co chodzi? Remedium na wiele dolegliwości stanowi umiarkowana aktywność fizyczna, szczególnie ruch na świeżym powietrzu. 

Prawda oczywista i stara jak świat, a mimo wszystko mieszczuchom tak trudno ją stosować. Łatwiej jest posiedzieć w domu z kubkiem parującej herbaty, zagnieździć się na kanapie lub przed ekranem komputera. Szczególnie teraz zimą pogoda nie zachęca do spacerów. Jednakże nie mogę dłużej ignorować oczywistych zalet ruszenia się z domu. 

Odbyłam dziś prawie 1,5 godzinny spacer po Szczecinie. Smog jest na poziomie umiarkowanym, nie był aż tak odczuwalny, kałuże omijałam i uważałam na nieposypanych fragmentach chodnika. Wiecie co? Było super! Zastanawiam się czemu tak trudno znaleźć na to czas podczas tygodnia wypełnionego pracą i obowiązkami. Czemu zdrowie jest zawsze spychane na szary koniec?


Komentarze

  1. Super notka, Kasiu. Najbardziej irytujący jest fakt, że mężczyźni coraz częściej narzekają na "kobiece fochy", a to przecież naukowo udowodnione, że takie po prostu bywamy z natury ;) Super co do tego spaceru. Ja od niedzieli w Tatrach zamierzam nawdychać tyle świeżego powietrza ile się tylko da :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ! Trzymam kciuki za udane ferie. A w tej książce jest też kilka rad, jak sobie lepiej radzić z nastrojami,m.in. dzięki odpowiedniej diecie i przede wszystkim kiedy ostrzec domowników, że zbliża się spadek nastroju :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Natalia Sońska, „Kropla zazdrości, morze miłości”,

Źródło grafiki NATALIA SOŃSKA, „KROPLA ZAZDROŚCI, MORZE MIŁOŚCI”, POZNAŃ 2017 Kim jest Autorka? Natalia Sońska ma na swoim koncie już cztery książki. „Garść pierników, szczypta miłości”, „Mniej złości, więcej miłości” i trzecia część serii „Kropla zazdrości, morze miłości” a także „Obudź się, Kopciuszku”. Ponadto jest współautorką „Przyjaciółek”. Urodziła się w 1993 roku (ma 24 lata), ale jej książki odniosły duży sukces. Jeśli macie ochotę poczytać więcej o młodej pisarce – odsyłam do krótkiego artykułu . O czym jest ta książka? Główna bohaterka Kinga jest w ciąży. Pogrążona w depresji jest pod opieką przyjaciółki Hani. Inna koleżanka Mira również wspiera Kingę. Z czasem role się odwracają – zaradna Hania gubi się w swoich emocjach i przeżywa trudności w związku. Książka jest kontynuacją serii, której nie czytałam, ale nie przeszkadzało mi to jakoś mocno w lekturze. Jestem pozytywnie zaskoczona – wartka akcja, wyraziste główne bohaterki – Kinga i Hania t...

Barbara Taylor Bradford, „Trzy tygodnie w Paryżu”

BARBARA TAYLOR BRADFORD, „TRZY TYGODNIE W PARYŻU”, PRZEŁOŻYŁA HANNA PAWLIKOWSKA – GANNON, WARSZAWA 2003 O czym jest ta książka? „Trzy tygodnie w Paryżu” to książka o czterech przyjaciółkach, których relacje mocno się skomplikowały wskutek nieporozumienia. Naukę w elitarnej francuskiej szkole kończą pokłócone, przekreślając wcześniejsze piękne przeżycia. Alexandra, Kay, Jessica i Maria – każda z nich odniosła wielki sukces w swojej branży. Wspaniałe wykształcenie zawdzięczają cudownej nauczycielce i zarazem właścicielce Szkoły Sztuk Dekoracyjnych – Anyi Sedgwick. Po kilku latach mają okazję spotkać się powtórnie w Paryżu na 85 - tych urodzinach Dyrektorki, a zarazem ich życzliwej przyjaciółki. Czy skłócone kobiety pogodzą się przed uroczystością ? Czy uda się wyjaśnić niektóre sekrety z przeszłości? Moim zdaniem: Książka jest idealna, żeby się zrelaksować – napisana lekkim językiem, czyta się łatwo i przyjemnie. Dla bardziej empatycznych Czytelniczek i Czyt...

Niespodzianka

Rzadko kupuję gazety, ale czasami się zdarza. W tym miesiącu chciałabym Wam napisać o dwóch artykułach z lutowego wydania magazynu „Wysokie obcasy extra” . Jeden z nich „I ślubuję Ci… czyli jak oni się kochają” jest w tematyce wybitnie walentynkowej. Ale zaraz, zaraz – powiecie – Walentynki już były i nawet zdążyłem/am o nich zapomnieć. Od kilku lat nie obchodzę Walentynek, a właściwie cytując demotywatory.pl „obchodzę walentynki szerokim łukiem”. Nie dlatego, że jestem samotna i zgorzkniała albo preferuję polskie święto Noc Kupały. Po prostu Walentynki mnie irytują, choć wiem, że dla wielu osób są jedną z niewielu okazji, by zadbać o związek. I teraz moja skromna refleksja na ten temat: czy faktycznie można zadbać o związek w ten sposób? Z pewnością jest to miłe uzupełnienie, ale nie można na tym jednym święcie budować wielkiej miłości. Wracając do artykułu – przedstawia on kilka par z różnym stażem i ich historię jak to się zaczęło i co zrobili, że się nie skończyło...