poniedziałek, 16 maja 2016

„Gogol w czasach Google’a"


WACŁAW RADZIWINOWICZ, „GOGOL W CZASACH GOOGLE’A. KORESPONDECJE Z ROSJI 1998 – 2012”, WARSZAWA 2013

Poprzednie recenzje książek o Rosji:

 O czym jest ta książka?

Ta książka to zbiór reportaży i felietonów korespondenta „Gazety Wyborczej” Władysława Radziwinowicza. Teksty pochodzą z lat 1998 – 2012 i opisują zarówno codzienne życie mieszkańców, jak i najważniejsze wydarzenia z historii współczesnej Rosji. Inteligentne, zabawne, przerażające, smutne czy groteskowe – przekrój jest ogromny. Autor z wielką precyzją i wyczuciem pisze o wielu aspektach życia w Federacji.

Cytaty:

Mój ulubiony cytat z całej książki:

„Zdecydowana większość Rosjan boi się „żółtej inwazji”. (…) – Wy, Polacy, Węgrzy czy Bułgarzy przywykliście do tego, że śpicie w jednym łóżku z ogromnym niedźwiedziem, który dla kaprysu czy przez nieostrożność jednym ruchem łapy może was zadusić. Ale Rosjanie jeszcze długo nie nauczą się żyć z czymś takim. To przecież my tak długo byliśmy tym groźnym dla sąsiadów zwierzem, co wielu obywateli naszego kraju przez wieki napawało dumą. A teraz nasz niedźwiedź obudził się u boku o wiele od niego potężniejszego chińskiego smoka. Trudno się pogodzić z tak nieoczekiwaną zamianą ról”.

(Wacław Radziwinowicz, „Gogol w czasach Google’a. Korespondecje z Rosji 1998 – 2012”, Warszawa 2013, „Spać ze smokiem”, s. 69 – 69), 10.02.2001.

Moim zdaniem Autor ma niesamowicie „lekkie pióro”:

„Kiedyś Moskwa władała, co się tu z dumą podkreślało, „jedną szóstą światowych lądów”. Po rozpadzie ZSRR zrobiła się z tego jedna siódma, ale to, choć nie brzmi już tak dobrze, wciąż bardzo dużo. Kłopot jednak w tym, że z całej tej obfitości korzystać się nie da. Gdzieś tak ze 150 km na północ od Moskwy zaczyna się to coś, co Rosjanie nazywają „strefą ryzykownego rolnictwa”. To znaczy, że posiać czy posadzić tu można, ale czy da się to potem zebrać przed śniegiem i mrozem, nie wiadomo. I choć Rosjanie bardzo lubią gry hazardowe, ta raczej ich nie bawi. (s. 327)

 „Nazwana putinką wódka pojawiła się na rynku w 2004 r., kiedy popularność ówczesnego prezydenta sięgnęła szczytu. To słowo niby pochodzi od słowa „putina”, co w rosyjskim oznacza sezon, kiedy łowi się określony gatunek ryb. Ale wszyscy wiedzieli, że nowa gorzałka nie pije do żadnych tam okoni czy leszczy, lecz do najgrubszej w kraju ryby popieranej przez nie mniej niż 70% rodaków”. (s. 296)

Pocieszające jest to zdanie:

„Wolność, którą Jelcyn dał rodakom, nie przepadła bez śladu. Bo i nie mogła przepaść. Rosja, choć powoli, choć zygzakami, idzie jednak do przodu.” (s. 275)

Rozbawił mnie niesamowicie artykuł o „pindosach”, czyli Amerykanach (s. 298-299). Koniecznie przeczytajcie i dajcie znać w komentarzach, co sądzicie ;)

Podsumowanie:

Autor pisze o życiu codziennym, ale fajnie również wyciąga geopolityczny kontekst pewnych wydarzeń.

Szokujące, bulwersujące, szczere i prawdziwe. Takie są teksty Pana Radziwinowicza. A obraz naszego sąsiada, który wylania się z reportaży, choć trudno uogólniać – jest skomplikowany i wielowymiarowy. Nie jest to kraj dla miłych ludzi. Trzeba twardo rozpychać się łokciami, żeby przeżyć. Rażące nadużycia władzy – więcej – korupcja na gigantyczną skalę, z którą nawet za bardzo nikt się nie kryje. Rosyjska duma narodowa. Stereotypy, które trudno złamać. Reportaże z trudnych dla Rosjan tragedii, które pamiętam z telewizyjnych relacji – na przykład tragedia w Biesłanie. Trudno o tym czytać. Ale powiem Wam coś – naprawdę warto. I nawet jeśli nie jest to lekka lektura do poduszki, to niesamowicie poszerza horyzonty.

Znalazła się tu rozmowa z Anną Politkowską, która została zamordowana za relacjonowanie faktów o wojnie w Czeczenii. Dziwnie czyta się reportaż o osobie, która za zginęła za swoje przekonania. Czy tak powinno być? Czy to prawidłowe, że eliminuje się ludzi, którzy starają się pokazać niewygodne fakty? Czy kiedykolwiek zostanie rozwikłana ta sprawa oraz wiele innych? 

Nie trzeba być sławną dziennikarką, żeby mieć w Rosji trudne życie. Los kobiet w Rosji jest bardzo ciężki – mężczyźni stanowią „towar deficytowy”. Bardzo często kobieta wychowuje dziecko lub dzieci samotnie. Mężczyźni piją na umór, są powoływani do wojska, młodo umierają. 

Niemal każdy artykuł kończy się puentą, która zwala mnie z nóg. Jedne są smutne, inne absurdalne, a jeszcze inne śmieszne, ale łączy je jedno – niemal każda jest wyrazista. Bardzo polubiłam sposób pisania Autora, jest inteligentny i obrazowy. Zrozumiały dla każdego, ale jednocześnie barwny.

Jestem niesamowicie ciekawa najnowszej książki Pana Radziwinowicza, która niedawno trafiła na półki – „Creme de la Kreml”. Jeszcze nie miałam okazji czytać, ale jeśli wpadnie w moje ręce – na pewno podzielę się z Wami wrażeniami z lektury.

I w tym miejscu chcę podziękować mojej siostrze, która wysłała mi link do wywiadu z Autorem. Po przeczytaniu tak się zainteresowałam, że jeszcze tego samego dnia wypożyczyłam książki dostępne w bibliotece.  

Polecam serdecznie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz