piątek, 17 lipca 2015

Jak to jest z minimalizmem?


MINIMALIZM PO POLSKU, CZYLI JAK UCZYNIĆ ŻYCIE PROSTSZYM, ANNA MULARCZYK-MEYER, WOŁOWIEC 2014,

Minimalizm zrobił się ostatnio modny m. in.  z powodu różnych blogów, ale nie tylko. Ludzie są zmęczeni dużą ilością rzeczy i chaosem jaki wywołują. Dostrzegają brak czasu dla rodziny, z powodu ciągłego pobytu w pracy, żeby zarobić na wszystkie „POTRZEBNE” rzeczy. I taka refleksja – czy naprawdę wszystkie przedmioty, które mamy w domu są nam potrzebne albo chociaż ładne?

Autorka próbuje w książce przedstawić swój umiarkowany pogląd na minimalizm. Nie narzuca żadnych rozwiązań, raczej snuje historię, wplatając fragmenty swojego życia. Książka jest lekko filozoficzna. Nie skupia się jedynie na materialnej stronie minimalizmu, ale wnika głębiej. Autorka zadaje pytania, na które możemy sami sobie odpowiedzieć.

Anna Mularczyk- Meyer proponuje bardzo ciekawą metodę na wyeliminowanie zbędnych zakupów -  mianowicie powinniśmy sobie przeliczyć ile godzin musimy pracować na daną rzecz. Jeśli stwierdzimy, że nie jest ona warta naszego czasu i ciężko zarobionych pieniędzy – prawdopodobnie zrezygnujemy z zakupu. Autorka proponuje jeszcze inne metody, które faktycznie mogą okazać się skuteczne.

Przestrzega nas również przed wpadnięciem w pułapkę minimalizmu – nie chodzi o to, by mieć 50, 100 czy 200 rzeczy. By żyć jak pustelnik. Minimalizm pokazuje nam jak cieszyć się prostymi przyjemnościami i jak skupić się na tym, co ważne – rodzinie, zdrowiu, pasjach, przyjaciołach. Daje alternatywę od konsumpcyjnego szaleństwa.

Autorka stara się przekazać również, że minimalizm daje wolność. Brak kredytu lub mały kredyt jest lepszym rozwiązaniem niż zadłużenie w wysokości pół miliona. Ostatnio oglądając wiadomości usłyszałam wypowiedź kobiety, która brała kredyt na dom we frankach. I już pomijam całe zamieszanie wokół waluty, kobieta podała konkretną kwotę kredytu – 600 tysięcy złotych (w przeliczeniu). Zaszokowała mnie – kto bierze tak ogromny kredyt? Za 600 tysięcy można mieć małą willę a nie dom. Ludzie w ogóle nie myślą perspektywicznie. Wszystko chcą mieć tu i teraz.

Uważam, że dobrze jest mierzyć siły na zamiary w każdej dziedzinie życia. Warto mieć marzenia i do nich dążyć, ale realizacja marzeń dzięki zaciąganiu kredytów, których potem nie możemy spłacić nie jest najmądrzejszym pomysłem.

Przeciwnicy minimalizmu mówią: życie jest krótkie, trzeba korzystać z niego, póki się da. Ale czy korzystać z życia znaczy kupować i wydawać pieniądze na nowe gadżety? Czy zamiast kupna nowego telewizora nie lepiej zabrać rodzinę na wycieczkę? Jakiś czas temu czytałam w „Polityce” artykuł o ludziach, którzy nie są zamożni i korzystają z pomocy opieki społecznej, ale jak wynika z wywiadów środowiskowych ogromny procent tych rodzin ma w domu telewizor, często z dużą ilością kanałów. Być może to najtańsza? rozrywka na jaką ich stać. Być może to ich okno na świat. Ale czy ich bieda CZĘŚCIOWO nie bierze się właśnie stąd? Zamiast dążyć do poprawy jakości swojego życia „podziwiają” kolejne seriale. Zamiast planować wspólne chwile – seriale. Zamiast rozmowy – seriale. Zamiast spacerów – seriale.

Wy też znacie takie rodziny…

Minimalizm nie jest lekiem na całe zło współczesnego świata i na nierównomierny podział dóbr. Jednakże może przyczynić się do zmiany mentalności. A mentalność Polaków jest w trakcie przeobrażania się – większość nie otrząsnęła się jeszcze z komunizmu, a nowe pokolenie za bardzo pogrążyło się w konsumpcji, za mało przestrzeni pozostawiając na prawdziwe życie.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz